
-
Dnia 09 kwietnia 2026
Witam,
Poniżej informacja od PIW w Łodzi.
W związku z obowiązkiem wynikającym z Ustawy o zdrowiu zwierząt z dn. 21 listopada 2025r. (wejście w życie z dniem 18 marca 2026r.) właściciele zarejestrowanych gospodarstw pasiecznych zobowiązani są w ciągu 3 miesięcy od wejścia w życie przepisów z nowej ustawy do uzupełnienia informacji, o których mowa w w/w ustawie.
Druk do pobrania:
https://www.lodz-piw.pl/wp-content/uploads/2026/04/Rejestracja-zakladu-uzupelnienie-wiadomosci.docx
Można doręczyć osobiście lub podpisać profilem zaufanym i wysłać mailem do sekretariatu PIW w Łodzi:Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Łodzi mieści się przy ul. Łąkowej 11
Powiatowy Lekarz Weterynarii w Łodzi
lek. wet. Alicja Gumińska
Telefon do kontaktów: 42 616 15 70
Fax: 42 650 08 33
e-mail: lodz.piw@wetgiw.gov.pl -
Pollen jak naturalny antybiotyk: nowa broń w obronie pszczół i plonów
Przez Rybak Wiktor / 7 kwietnia 2026 : 00:17

Dlaczego pszczoły są dziś tak zagrożone
Pszczoły miodne odpowiadają za zapylanie ogromnej części roślin uprawnych – od jabłoni po rzepak. Bez ich pracy spada plonowanie, drożeją owoce i warzywa, a bezpieczeństwo żywnościowe całych regionów staje się mniej stabilne.
Od lat obserwuje się jednak gwałtowne osłabienie wielu pasiek. Na pszczoły jednocześnie nacierają wirusy, bakterie, grzyby i pasożyty. Badacze opisali już ponad trzydzieści różnych patogenów atakujących rodziny pszczele. Część tradycyjnych terapii, zwłaszcza antybiotyki, działa coraz słabiej. Pojawia się odporność drobnoustrojów, a same leki potrafią zaburzać delikatną florę bakteryjną owadów i zanieczyszczać produkty z ula.
Nowe analizy wskazują, że sam pyłek, który pszczoły zanoszą do ula, może zawierać sprzymierzeńców – bakterie wytwarzające silne, a jednocześnie naturalne związki przeciwdrobnoustrojowe.
Niewidoczny skarb w ziarnach pyłku
Pszczoły gromadzą w plastrach zapasy pyłku, nazywanego często pierzgą. To główne źródło białka dla całej rodziny. Wcześniej traktowano ten materiał głównie jak „pokarm roślinny”. Teraz okazuje się, że to także bogate siedlisko mikroorganizmów.
Zespół naukowy z Washington College i Uniwersytetu Wisconsin-Madison wyizolował z pyłku – zarówno świeżego z roślin, jak i już zmagazynowanego w ulu – 34 różne szczepy tzw. promieniowców, grupy bakterii znanej z wytwarzania antybiotyków. Aż 72 procent tych szczepów należało do rodzaju Streptomyces, dobrze znanego farmacji z produkcji substancji o silnym działaniu przeciwko bakteriom i grzybom.
Te same bakterie badacze wykryli na kwiatach, na ciałach zbierających owadów oraz wewnątrz ula. To sugeruje, że przenoszą się cyklicznie między roślinami a rodzinami pszczelimi. Owady przynoszą więc do gniazda nie tylko pyłek, lecz także cały zestaw sprzyjających im mikrobów.
Rola różnorodności roślinnej
Co ciekawe, skład bakteryjnej społeczności w pyłku silnie zależy od otoczenia pasieki. Im bardziej urozmaicona flora, tym bogatszy zestaw pożytecznych mikroorganizmów. Na terenach zdominowanych przez jedną uprawę, np. ogromne pola kukurydzy czy rzepaku, ta „niewidzialna apteczka” wyraźnie się kurczy.
To stawia w nowym świetle dyskusję o monokulturach. Chodzi nie tylko o niedobór różnych nektarów i pyłków dla samych pszczół. Ubożeje całe powiązane z nimi mikrobiologiczne zaplecze obronne.
Naturalne związki, które hamują choroby
Kluczowa część badań polegała na sprawdzeniu, czy bakterie Streptomyces z pyłku potrafią realnie ograniczać rozwój znanych patogenów. Naukowcy „wystawiali” wyizolowane szczepy na kontakt z groźnymi dla pszczół i roślin drobnoustrojami i obserwowali, co dzieje się na pożywkach laboratoryjnych.
Do testów wybrano sześć poważnych przeciwników. Trzy z nich atakują pszczoły, w tym grzyb powodujący twardzicę, chorobę prowadzącą do zamierania larw, które dosłownie kamienieją w komórkach plastrów. Kolejny sprawca to bakteria odpowiedzialna za zgnilca amerykańskiego, jedną z najbardziej zakaźnych chorób czerwiu.
Druga trójka to mikroorganizmy niszczące rośliny uprawne, między innymi:
- bakterię wywołującą zarazę drzew owocowych,
- patogen odpowiedzialny za zamieranie pędów pomidorów i innych roślin,
- czynnik powodujący gnicie systemu korzeniowego ziemniaka czy innych warzyw.
W niemal wszystkich próbach Streptomyces zahamowały rozwój grzyba odpowiedzialnego za twardzicę. Część szczepów poradziła sobie także z bakteriami wywołującymi zgnilca. W testach z patogenami roślinnymi zaobserwowano wyraźne strefy, w których rozwój szkodliwych mikroorganizmów ustawał.
Co dokładnie wytwarzają bakterie z pyłku
Analizy chemiczne wykazały, że mikroorganizmy pobrane z pyłku produkują cały wachlarz złożonych cząsteczek bioaktywnych. Naukowcy opisali m.in.:
Rodzaj związku Przypisywane działanie PoTeMs (makrolaktamy wielopierścieniowe) szerokie działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze Surugamidy peptydy cykliczne, mogące hamować rozwój wielu drobnoustrojów Loboforiny silne związki o aktywności przeciwdrobnoustrojowej Siderofory cząsteczki „wychwytujące” żelazo, ograniczające jego dostęp dla patogenów Te substancje wyróżniają się tym, że działają selektywnie, są stabilne i uznawane za względnie mało toksyczne dla organizmów, które nie są bezpośrednim celem ich działania. To ważne z punktu widzenia ochrony pożytecznych owadów i całego środowiska ula.
Zamiast polegać na syntetycznych środkach ochrony, rodziny pszczele mogą korzystać z „wewnętrznej apteki” opartej na naturalnych metabolitach bakteryjnych.
Jak bakterie z roślin trafiają do ula
Kolejny etap badań dotyczył pochodzenia tych pożytecznych mikrobów. Analiza materiału genetycznego wykazała, że Streptomyces obecne w pyłku to nie przypadkowe bakterie z otoczenia, lecz typowe endofity – organizmy związane z wnętrzem roślin.
Te drobnoustroje kolonizują tkanki roślinne, w tym kwiaty, a wraz z nimi także pyłek. W ich genomach znaleziono geny odpowiedzialne za wytwarzanie enzymów rozkładających ściany komórkowe roślin, a także takich substancji jak auksyny czy cytokiny, czyli hormony wzrostu roślin. Dzięki temu są w stanie zadomowić się w roślinie i wchodzić z nią w ścisłe relacje.
Gdy pszczoła siada na kwiecie, zbiera pyłek wraz z mieszkającymi w nim mikrobami. Po powrocie do ula miesza go ze śliną i nektarem, formując charakterystyczne „kulki”. W tym momencie bakterie trafiają do wnętrza gniazda i zaczynają funkcjonować w nowym środowisku, wciąż wytwarzając bioaktywne substancje.
Delikatna sieć powiązań: rośliny – mikroby – owady
Z badań wyłania się obraz ścisłej współpracy trzech elementów ekosystemu: flory, mikroorganizmów i zapylaczy. Im większa różnorodność roślin, tym bogatszy zestaw endofitów, które wędrują z pyłkiem do uli. Tam wspierają zdrowie rodziny, a część z nich może wracać na kolejne rośliny, choćby wraz z odchodami pszczół czy resztkami materiału organicznego.
To zamknięty obieg, który wzmacnia odporność zarówno owadów, jak i samych upraw. Gdy krajobraz rolniczy upraszcza się, znikają kolejne gatunki kwiatów, a z nimi także powiązane mikroorganizmy. Ubożeje cały system naturalnej obrony.
Szansa na bardziej przyjazną pszczołom apikultuę
Dotychczasowa walka z chorobami w pasiekach w dużej mierze opiera się na dwóch antybiotykach: oksytetracyklinie i tylosynie. Oba środki potrafią skutecznie hamować rozwój wybranych bakterii, ale ich stosowanie ma wysoką cenę. Zaburzają florę bakteryjną jelit pszczół, mogą pozostawać w wosku i miodzie, a patogeny z czasem uczą się je omijać.
Opisane badania sugerują inne podejście: zamiast kolejnych syntetycznych substancji lepiej wzmacniać naturalne mechanizmy obronne ula. Naukowcy rozważają kilka praktycznych scenariuszy:
- wprowadzanie do uli wybranych szczepów Streptomyces pochodzących z lokalnych roślin,
- szczepienie mieszanek pyłku lub pasz dla pszczół preparatami zawierającymi pożyteczne bakterie,
- tworzenie biopreparatów do stosowania w rolnictwie, które jednocześnie chronią rośliny i wspierają zdrowie zapylaczy.
Taka strategia wpisuje się w trend tzw. biologicznej ochrony roślin i zwierząt gospodarskich. Jej siłą jest zgodność z naturalnymi procesami zachodzącymi już w przyrodzie. Zamiast zastępować bakteryjną społeczność ula, wzmacnia się ją i ukierunkowuje.
Jeśli uda się bezpiecznie wprowadzić do praktyki wybrane szczepy Streptomyces, pszczelarze mogą zyskać narzędzie pozwalające ograniczyć zastosowanie antybiotyków syntetycznych.
Co to oznacza dla rolników i konsumentów
Wnioski z pracy amerykańskich zespołów wykraczają daleko poza mury pasiek. Te same bakterie, które wspierają pszczoły, wykazują aktywność wobec groźnych patogenów roślin. Z punktu widzenia rolnictwa to szansa na redukcję użycia chemicznych środków ochrony, szczególnie tam, gdzie rośnie ryzyko odporności chorób na dotychczasowe preparaty.
Dla konsumentów oznacza to potencjalnie czystsze produkty – mniej pozostałości antybiotyków w miodzie oraz mniejszą ilość pestycydów w warzywach i owocach. Jeżeli rolnicy i pszczelarze zaczną działać wspólnie, sadząc mieszanki kwitnących roślin, tworząc pasy kwietne przy polach czy dbając o urozmaicony krajobraz, wzrośnie także potencjał całego „mikrobiologicznego zaplecza” tych ekosystemów.
Warto też pamiętać, że mówimy o procesach rozłożonych na lata. Selekcja najskuteczniejszych szczepów, ich dokładne zbadanie pod kątem bezpieczeństwa oraz opracowanie wygodnych form zastosowania wymagają czasu. Z drugiej strony pszczelarze już dziś mogą wykonać prosty krok: unikać pasiek położonych pośrodku rozległych monokultur i wspierać lokalne inicjatywy sadzenia różnorodnych gatunków roślin miododajnych.
Pyłek, który do tej pory kojarzył się głównie z alergiami i suplementami diety, zaczyna być postrzegany jako element znacznie większej układanki. W jego ziarnach kryją się mikroorganizmy zdolne do produkcji związków przypominających antybiotyki, ale wpisanych w naturalne cykle przyrody. Od tego, jak mądrze z tej wiedzy skorzystają rolnicy, pszczelarze i naukowcy, zależeć może przyszła kondycja zarówno pasiek, jak i naszych pól
-
Szerszeń azjatycki w odwrocie. Genialny pszczelarz namierza gniazda jak agent specjalny

Szerszenie azjatyckie sieją spustoszenie w pasiekach, ale jeden pszczelarz się nie poddaje i wyciąga najcięższy technologiczny oręż.
Na wschodzie Francji powstał system, który brzmi jak scenariusz serialu szpiegowskiego: mikro-nadajnik, antena i kamera termowizyjna służą do śledzenia pojedynczego owada aż do jego gniazda. Celem jest prosty: zdjąć kolonię drapieżników, zanim ta zdąży wyprodukować kolejne pokolenia królowych i zniszczyć następne ule.
Dlaczego szerszeń azjatycki jest koszmarem pszczelarzy
Szerszeń azjatycki od lat rozprzestrzenia się w Europie i uchodzi za jednego z najgroźniejszych wrogów pszczół miodnych. Te duże, szybkie owady stosują bardzo skuteczną taktykę polowania: zawisają w powietrzu tuż przed ulem i czekają.
Gdy tylko pszczoła wraca z pola lub próbuje wylecieć, drapieżnik błyskawicznie ją chwyta. Ofiara zostaje pozbawiona głowy, a tułów bogaty w białko wędruje do gniazda. W sezonie żerowania takie ataki trwają godzinami każdego dnia.



